Poniedziałkowa prasa o Widzewie

2011-05-09 | 10:00 | Drukuj | Liczba odsłon:

W poniedziałkowych gazetach dominują relacje i opis meczu, w którym Widzew pokonał Jagiellonię Białystok. Oto fragmenty z dzisiejszej prasy.

Widzewiacy rozegrali najlepszy mecz tej wiosny. Zdeklasowali wicelidera tabeli na stadionie rywali, udawadniając, że jesteśmy świadkami najbardziej szalonego sezonu od wielu lat. W której lidze kandydat do mistrzostwa nie zdobywa z zagrożonym spadkiem zespołem żadnego punktu i traci w dwumeczu 7 goli? Tylko u nas drużyna, która w poprzedniej kolejce nie potrafi oddać żadnego celnego strzału, w następnej może zdobyć dziesięć bramek, ale poprzestaje na trzech, choć kończy mecz w dziesiątkę. Inna sprawa, że ta sobotnia metamorfoza Widzewa potwierdza olbrzymi potencjał tkwiący w tym zespole. W Białymstoku trener gości chyba zaskoczył składem nie tylko znającego świetnie łodzian szkoleniowca gospodarzy. Od początku spotkania zagrał Piotr Mroziński. Był to debiut w ekstraklasie pozyskane go zimą ze Stali Mielec reprezentanta Polski juniorów, urodzonego 24 sierpnia 1992 roku. Zastąpił on w drugiej linii odsuniętego za kartki kapitana Mindaugasa Pankę. Po raz pierwszy w rundzie rewanżowej w wyjściowej jedenastce łodzian wystąpili Bartosz Kaniecki oraz Krzysztof Ostrowski. Widzewski lider strzelców Darvydas Sernas pierwszy raz w tym sezonie zaczął mecz na ławce rezerwowych. Łodzianie od razu zaatakowali. Piotr Grzelczak wywalczył aut. Moment później przyjął piłkę i oddał strzał z blisko 30 metrów, po którym piłka trafiła w górny róg bramki. Rozpaczliwa parada zaskoczonego Grzegorza Sandomierskiego na nic się zdała. Gol w setnej sekundzie był najszybszą bramką tego sezonu w polskiej ekstraklasie. To czwarte trafienie w tych rozgrywkach wychowanka klubu, który za kadencji Czesława Michniewicza dostawał szanse zbyt rzadko. W sobotę pokazał duże możliwości, w tym zmysł do gry kombinacyjnej. Faworyci próbowali szybko odrobić stratę. Nadziewali się na kontry. Nowością było to, że przy kornerach rywali aż trzech łodzian znajdowało się przy linii środkowej. Dali dowód, że nie będą tylko bronić prowadzenia, ale starają się zdobyć kolejne bramki. W 24 min. musiał być zmieniony Wojciech Szymanek, który na śliskiej murawie doznał urazu. Do defensywy cofnął się Adrian Budka, a na boisko wszedł Sernas. W 31 min. Mroziński wyłuskał piłkę i podał do Grzelczaka, a ten sprytnym podaniem obsłużył Sernasa, który przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Myśleliśmy, że to załamie Litwina, ale chyba bliskość granicy litewskiej, wiatr od wschodu i obecność na trybunach rodziny zrobiły swoje. Darvydas efektownie przypomniał, że jesienią był postrachem nie tylko polskich stadionów. W 32 min. wykorzystał karnego, podyktowanego za zagranie ręką Tadasa Kijanskasa w polu karnym. W dwie minuty później podwyższył prowadzenie strzałem z ostrego kąta, wykorzystując asystę Grzelczaka (…)” – czytamy w „Polsce Dzienniku Łódzkim”.
 
„Postawa widzewiaków w sobotnim meczu idealnie wpisuje się w obraz naszej ligi. Tydzień temu nie oddali nawet jednego celnego strzału w spotkaniu z Legią, w sobotę niemal zmietli z murawy Jagiellonię. Jak zagrają w środę przeciwko PGE GKS-owi Bełchatów? Nieprzewidywalność to główna cecha ekstraklasy. Wystarczy wspomnieć, że mająca na koncie aż jedenaście porażek Legia zajmuje trzecie miejsce, dające prawo gry w pucharach, a teoretycznie walczący o utrzymanie Widzew traci do niej tylko pięć punktów. Gdyby nie kilka wpadek tej wiosny, to drużyna z al. Piłsudskiego walczyłaby o wicemistrzostwo Polski (Wisły Kraków chyba jednak nie dałoby się dogonić, chociaż dopiero co przegrała dwa mecze). Tyle tylko, że widzewiacy mają ogromne problemy, by rozegrać dwa z rzędu dobre mecze. W tym sezonie wygrali osiem spotkań, ale ani razu nie zwyciężyli w dwóch kolejnych; każde ligowe zwycięstwo przedzielały porażki bądź remisy. Rzadko też zdarzało im się dwa razy z rzędu zagrać na wysokim poziomie. Po świetnych meczach (np. jesienią przeciwko Jagiellonii i Śląskowi czy już wiosną przeciwko Koronie) w kolejnych zawodzili. I na odwrót, czego przykładem są dwa ostatnie spotkania - tydzień temu przeciwko Legii widzewiacy zagrali bardzo słabo i nie oddali nawet celnego strzału, a sobotę rozbili w pył wicelidera ligi. - O Legii już zapomnieliśmy. Ten zespół po prostu nam nie leży, tak jak Jagiellonii nie leży Widzew. Pokazaliśmy kawałek dobrej i ofensywnej piłki, oddaliśmy mnóstwo strzałów. Z tym zespołem potrafimy grać [jesienią drużyna z al. Piłsudskiego wygrała 4:1 - przyp. red.] i wygrywać - mówił po meczu szczęśliwy Sebastian Madera. Stoper Widzewa znów zagrał znakomicie, w obronie był nie do przejścia, ale po raz pierwszy był kapitanem drużyny i niewykluczone, że już tak zostanie. - Po prostu nie było dziś "Migdała" [Mindaugas Panka pauzował za kartki - przyp. red.] i trener zdecydował, że ja będę kapitanem. To duże wyróżnienie. Przede wszystkim cieszę się jednak z tego, że poprowadziłem zespół do wygranej.Dobra gra Madery i kapitańska opaska na jego ręku nie były jednak najważniejszymi wydarzeniami meczu. Po nim więcej mówiło się m.in. o golu Piotra Grzelczaka już w 2. min spotkania. Wychowanek Widzewa, który w pierwszym składzie wyszedł po raz pierwszy od lutowego meczu z Lechem Poznań, strzelił bramkę z ponad 30 metrów. - Ten szybki gol dał nam wiarę w to, że możemy strzelać gole na wyjeździe. Wcześniej brakowało mi u Piotrka takich decyzji, teraz się przełamał, i zrobił to fantastycznie - cieszył się trener Czesław Michniewicz, który znów zaskoczył składem. Tym razem na ławce rezerwowych usiadł Maciej Mielcarz, który zawalił gola w meczu z Polonią Bytom i dziwnie zachował się przy bramce straconej przeciwko Legii. Zważywszy na to, że to nie pierwsze błędy w tym sezonie, w końcu musiał stracić miejsce między słupkami. Mielcarza zmienił Bartosz Kaniecki i bronił dobrze, chociaż szczerze trzeba przyznać, że nie miał wiele pracy i trudno wystawić mu za występ najwyższą notę. Kolejna zmiana Michniewicza wynikała z nieobecności Panki. W Białymstoku zastąpił go niespełna 19-letni Piotr Mroziński i wypadł bardzo dobrze. Miał zwłaszcza dużo odbiorów. - Cieszy mnie jego debiut w ekstraklasie - mówił Michniewicz. - Zagrał dopiero w dziewiątym meczu wiosną, bo wcześniej nie był w formie. Obserwowaliśmy go uważnie i doszliśmy do wniosku, że jego forma poszła w górę i to dobry moment, by zagrał. Zrobiliśmy dziś kilka zmian i myślę, że wszystkie były trafne (…)” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.
 
„Ech, gdyby widzewiacy grali w całym sezonie tak, jak w sobotnim spotkaniu w Białymstoku na boisku wicelidera ekstraklasy, to bez wątpienia kibice łódzkiej drużyny w końcówce sezonu emocjonowaliby się walką o mistrzowski tytuł, a nie tym, czy łodzianie zdołają się utrzymać w elicie polskiego futbolu. Trzeba przyznać, że przyjemnie było patrzeć, jak widzewiacy bezwzględnie wypunktowali Jagiellonię Białystok, drużynę z aspiracjami do gry w europejskich pucharach! Słowa uznania należą się trenerowi Czesławowi Michniewiczowi, który jak prawdziwy strażak (w środę przedstawiciele tego zawodu obchodzili swoje święto) zdołał opanować pożar, który w minionym tygodniu trawił widzewski zespół (sytuacja ekonomiczna klubu i fatalna atmosfera po słabym meczu z Legią). Szkoleniowiec w mistrzowski sposób opanował sytuację. Trzeba przyznać, że Michniewicz wykazał się sporą odwagą, decydując się na kilka zmian w wyjściowej jedenastce. W podstawowym składzie zabrakło miejsca dla dotychczasowych pewniaków, czyli Macieja Mielcarza i Darvydasa Sernasa. Również dublerzy pauzującego za kartki Mindaugasa Panki oraz kontuzjowanego Niki Dzalamidze stanęli na wysokości zadania. Sobotni mecz z Jagiellonią pokazał, że drużyna ma ogromny potencjał i można tylko żałować, że nie udawało się go wykorzystać od pierwszych spotkań sezonu. Wówczas bez wątpienia koniec sezonu byłby zdecydowanie sympatyczniejszy dla wiernych fanów drużyny z al. Piłsudskiego. Mecz w Białymstoku rozpoczął się w wymarzony sposób dla łodzian. Kiedy jeszcze nie wszyscy widzowie zajęli swoje miejsca na trybunach, goście już cieszyli się z prowadzenia. W drugiej minucie Piotr Grzelczak przepięknym strzałem z ponad 30 metrów zaskoczył Grzegorza Sandomierskiego i piłka wylądowała w siatce Jagiellonii. Dobrze tego dnia dysponowany widzewski napastnik dość szybko stworzył sobie kolejne sytuacje b ramkowe. W szóstej minucie ponownie uderzał z dystansu, lecz tym razem piłka poleciała nad poprzeczką. Pięć min t później Grzelczak z bliższej odległości silnie strzelił, lecz tym razem bramkarz Jagiellonii z trudem, ale jednak zdołał skierować futbolówkę na rzut rożny. Gospodarze pierwszy raz groźnie zaatakowali w trzynastej minucie. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska Jarosława Laty piłka trafiła w nogę Wojciecha Szymanka, ale na szczęście rykoszet nie zaskoczył Bartosza Kanieckiego. Chwilę później po rzucie rożnym widzewskiego bramkarza próbował pokonać Adrius Skerla, jednak i tym razem Kaniecki spisał się bez zarzutu. W 24 minucie łódzki szkoleniowiec musiał dokonać wymuszonej zmiany. Kontuzji doznał prawy obrońca Wojciech Szymanek i Michniewicz zdecydował się wymienić go na Darvydasa Sernasa. Do defensywy został przesunięty Adrian Budka. Litwin nie mógł chyba sobie wymarzyć lepszego momentu do pojawianie się na boisku. Wprawdzie tuż po wejściu na murawę przegrał pojedynek sam na sam z Sandomierskiem, ale już w kolejnej akcji miał powody do zadowolenia. W 31 minucie po rzucie rożnym widzewiaków Tadas Kijanskas wybił piłkę ręką w polu karnym i sędzia podyktował rzut karny dla Widzewa. Choć do wykonywania jedenastki wyznaczeni byli inni zawodnicy, to jednak do piłki podszedł Sernas. Napastnik reprezentacji Litwy pewnie strzelił i goście prowadzili 2:0. Nie minęły dwie minuty, a Sernas ponownie w geście triumfu wznosił ręce w górę. Tym razem widzewiak wykorzystał indywidualną akcję i sprytnym strzałem z bliska pokonał bramkarza gospodarzy (…)” – czytamy w „Expressie Ilustrowanym”.
 
Więcej informacji w dzisiejszych wydaniach gazet.
 


Galerie Zdjęć
Filmy
Zobacz galerie zdjęć

Najnowsze galerie!

galerie|2014-09-19|19:10

Przedmeczowa konferencja Widzewa

galerie|2014-09-19|18:00

Zajęcia przed meczem z Flotą

Następny mecz Widzewa Łódź

Flota Świnoujście

2014-09-20 16:00

W 9. kolejce I ligi Widzew Łódź zagra przy al. Piłsudskiego z Flotą Świnoujście. Mecz odbędzie się w sobotę 20 września o 16:00.